Z okazji walentynek narzeczony wybrał uroczą francuską restaurację na krakowskim Kazimierzu. Klasyczne, eleganckie i proste wnętrze lokalu robi wrażenie. Osoby obsługujące stoliki perfekcyjnie przygotowane. A kuchnia… Była dla nas nowym doświadczeniem. Na początku dostaliśmy przystawkę, która nas zaskoczyła swą prostotą: dwa rodzaje chleba i masło. Smak niebiański. Od razu wiedzieliśmy, że to ich własny wypiek i sami zdecydowaliśmy, że w niedalekiej przyszłości też będziemy wypiekać własny chleb. Różnica między robionym, a kupionym pieczywem jest niewyobrażalna. Później otrzymaliśmy krem z kalafiora. Bardzo dobry, niezwykle intensywny. Na danie główne zamówiłam zająca z kapustą i kasztanami…. Mój narzeczony dzika z puree z selera i gruszką… Nie przytoczę dokładnych nazw dań, gdyż niestety nie odnalazłam ich na stronie internetowej restauracji.
Kasztany z kapustą (nie wpadłabym na takie połączenie, a było bardzo bardzo dobre).
Zając – nie do końca tego się spodziewałam. Zająca jadłam pierwszy raz i mam mieszane uczucia (ze względu na mięso). Sos zawierał dużą ilość wina, która przyćmiewała mięso. Stopień wysmażenia zająca i miękkości dodatków był idealny. Nie da się ukryć, że danie główne było dla mnie czymś zupełnie nowym, a nowych rzeczy trzeba próbować szczególnie w kuchni.
Dzik – wysmażenie i dodatki idealnej konsystencji. Sposób podania zaskakujący, ponieważ mnie dziczyzna kojarzy się z winem, grzybami, a nie słodkim sosem. Dla mojego narzeczonego okazał się on za słodki, ale za to bardzo chwalił połączenie dziczyzny z gruszką.
Dania okazały się nadzwyczaj sycące. Zaskakiwały nowością smaków, intrygowały. Przystawka zapowiadała naprawdę wysoki poziom, który nie do końca się sprawdził. Oczywiście to nasza subiektywna opinia i myślę, że jest taka, ponieważ chcieliśmy spróbować czegoś nowego. Gdybyśmy zamówili perliczkę albo kaczkę bylibyśmy zachwyceni, ale nie o to chodziło 🙂 Nie żałujemy i polecamy osobom, które chcą spróbować czegoś nowego. Ja już kiedyś wspominałam, że mięso i słodki sos to dla mnie trudny temat, ale może ktoś lubi 🙂 Miejsce robi wrażenie i powiem szczerze, że może tam jeszcze zagościmy.