Podczas pobytu w Bukowinie Tatrzańskiej nasza ulubiona restauracja była zamknięta. W naszym mniemaniu najlepszy lokal gastronomiczny w tym mieście. Przypadkowo spotkany właściciel poinstruował nas, że możemy udać się do regionalnej karczmy „Pod Stancyjom”. Niewiele się zastanawiając zaufaliśmy mu i udaliśmy się pod wskazany adres. Warto zaznaczyć, że lokal był zamknięty z powodu remontu. Uświadomiłam sobie właśnie, że byliśmy tam chyba z dziesięć razy, a nie opisałam jeszcze tej restauracji na blogu. Następnym razem muszę to nadrobić (bo miejsce jest naprawdę godne polecenia)!
Zamówiliśmy:
- Żurek
- Barszcz czerwony z uszkami
- Ziemniaki opiekane, warkocz z trzech mięs w sosie własnym i surówki
Do poruszenia jest kilka istotnych kwestii:
1. Jedzenie
Żurek był naprawdę bardzo dobry. Mojemu mężowi trochę przeszkadzało to, że były w nim bardzo duże kawałki ziemniaków tzn. połówki. Powiem tak: dla mnie to nie był problem. Zupa była smaczna. Jeśli chodzi o barszcz mam mieszane uczucia, ale nie był zły. Uszka też byłyby całkiem dobre tylko szkoda, że nie dodano do nich żadnej przyprawy. Drugie danie nas bardzo zdziwiło. Po pierwsze surówki były podane na jednym talerzu z daniem głównym. Moglibyśmy to przeżyć gdyby nie straszna ilość sosu. Powtarzam straszna. W sosie pływały surówki i opiekane ziemniaki. Mało tego sos miał smak jakby był zrobiony z torebki albo na kostce… Sami nie wiemy, ale naturalny to on z pewnością nie był. Przyznam szczerze, że nie miałam ochoty ani na marchewkę w sosie ani na rozmiękłe opiekane ziemniaki.
2. Lokal
Wnętrze okropnie zagracone. Przedmioty wszelkiego rodzaju w tym z jasełek. Państwo, siędzący koło nas nie mogli otworzyć okna z powodu figur poukładanych na parapecie. Każdy ma swój gust. Nas to przerosło.
3. Obsługa
Obsługująca nas Pani nie starała się zbytnio. Nie podchodziła, nie pytała… Dobrze, że przychodziła na nasze wołania. Szczytem było to, że nie mieliśmy serwetek. A kiedy mąż w akcie desperacji chciał wytrzeć się tą z koszyczka spod sztućców okazało się, że jest brudna.
Po uregulowaniu rachunku poczuliśmy „rosół”. Zmykaliśmy ile sił w nogach. Nigdy już nie zdradzimy „naszej” restauracji. Jeśli ktoś chce zjeść w Bukowinie Tatrzańskiej to polecam miejsce, które dopiero opiszę „Pod świerkami”. Do „Pod Stancyjom” w ostateczności można przyjść na zupę, ale nieszczególnie polecam to miejsce. My przynajmniej się tu już nie wybieramy. Jeśli wy chcecie to możecie zaryzykować.