Tym razem chcę Wam przybliżyć restaurację Amarylis w Krakowie na ul. Dietla. To miejsce wybrał mój mąż na pierwsze poślubne Walentynki. Niełatwo będzie z doborem słów, ponieważ trudno mówić o restauracji na takim poziomie 'super’ czy 'strzał w dziesiątkę’. Amarylis to dla mnie miejsce magiczne, nawiązujące nazwą do jednego z moich ulubionych kwiatów, które kwitną zawsze w okolicy moich urodzin (mam w domu dwa Amarylisy, kwitnące każdego roku). Od pierwszego kroku urok zaczyna działać. Bardzo bardzo profesjonalna obsługa. Od wejścia klient restauracyjny czuje się „zadbany” na wszelkie możliwe sposoby poprzez powieszenie okrycia, zmiany nakryć stołu, sprawdzanie czy czegoś jeszcze nie potrzeba. Obsługa wykonuje z gracją swoje działania, starając się nie ingerować w przestrzeń gości restauracyjnych głośnymi rozmowami czy śmiechem. Sama chciałabym mieć kiedyś w swojej restauracji takich kelnerów. Wnętrze nieprzesadzone, ale bardzo eleganckie. Tak idealnie połączone ze sobą kolory bieli i czerni robią duże wrażenie. Zamówiliśmy danie główne i deser. Oprócz tego dostaliśmy na początek wypieki restauracyjne i niespodziankę od szefa kuchni jaką był tatar z łososia z czipsem. Wszystko pięknie podane. Do tej pory rzadko zdarzało nam się, żeby to co zostało tak pięknie podane było pyszne i na odwrót. Pierwszy raz kosztowaliśmy tatara rybnego – bardzo dobry.
Zamówiliśmy:
- Polędwica wołowa, wędzona dynia, grillowany ziemniak z czosnkiem, sos z grzybów
- Czekoladowa kula, zabajone z tytoniem, suska sechlońska, pomarańcza, winogrona
Wszystko było obłędne. Polędwica wysmażona perfekcyjnie. Dodatki idealnie dobrane. Sos z grzybków chińskich, a nie jak się spodziewałam borowików czy prawdziwków. Wędzona dynia… Rewelacja. Jedliśmy, nie mogąc nadziwić się pięknem dania i bogactwem przenikających się smaków. Deser był dla nas niesamowity. Pierwszy raz jedliśmy zabajone z tytoniem, szaleństwo. Na dodatek w środku były dwie żelki z białego wina…
Powiem tak… Jeśli kochasz jedzenie, gotowanie i jest to dla Ciebie coś inspirującego to musisz to zobaczyć na własne oczy. To restauracja, która dołączy do Twojej listy miejsc wyjątkowych. Ja się zakochałam. Do tej pory nie widziałam jeszcze tak niesamowitego miejsca na tak wysokim poziomie. Bardzo bardzo elegancko, a kucharz dosłownie „zwala z nóg”. Jeszcze podczas pobytu w Amarylisie planowaliśmy kolejną wizytę.