Opisuję tę restaurację ze sporym opóźnieniem, ponieważ byliśmy w niej z okazji naszej trzeciej rocznicy ślubu w sierpniu. Zostałam tam zaproszona w ramach niespodzianki. Standardowo nie wiedziałam gdzie idę, ale doświadczenie nauczyło mnie, że będzie pysznie. Ze względu na różnicę czasu menu, które będę przywoływała, a obecne zdecydowanie różnią się. Pierwsze, co robi duże wrażenie to widok z restauracji na miasto Kraków (polecam szczególnie miesiące letnie).
Dania
Karta dań nie wydała nam się na pierwszy rzut oka zachwycająca, mieliśmy mieszane odczucia. Mój mąż poszedł w stronę kuchni azjatyckiej, a ja w stronę bardziej tradycyjnej (tak myślałam dopóki nie podano mi mojego dania). Pierwszy raz w życiu zjadłam też całą porcję tatara, więc była to dla mnie jakaś nowość. Do tej pory próbowałam raz i to tylko jeden kęs. Ciekawe, kwestia przywyknięcia do surowego mięsa.








Szok…
Nie jestem amatorką kuchni azjatyckiej także nie zamawiam tego typu dań i ciężko mi się odnieść do tego tematu, ale mojemu mężowi bardzo smakowało. Mnie wprawiło w osłupienie zamówione przeze mnie danie z policzkami wołowymi. Skład wydawał się prosty, ale sposób podania i smak były obłędne! Nie cierpię koziego sera. W tym połączeniu był idealny. Nie mogłam tego pojąć. Deser zdecydowanie robił wrażenie i wizualnie i smakowo, fantastyczny.
Czy warto
Zdecydowanie polecam to miejsce. Pysznie i romantycznie. Kolejna perełka Krakowa. Chętnie wrócimy. Dziękujemy za mile spędzony czas rocznicowy.